Święto Miłosierdzia

maxresdefault

Czym jest Miłosierdzie?

Punktem wyjścia jest pytanie: czym różni się miłość od miłosierdzia? Te dwa pojęcia są bardzo blisko siebie, ale nie oznaczają tego samego. Miłość jest czymś bardziej podstawowym, ma szerszy zakres znaczeń. Moglibyśmy powiedzieć, że miłość ma wiele odmian (Boża, małżeńska, rodzicielska, braterska itd.). Jak białe światło składa się z różnych barw układających się w kolory tęczy. Miłosierdzie jest szczególnym rodzajem miłości, jej wyjątkową barwą, tonacją. Chodzi o takie sytuacje, w których miłość (Boża lub ludzka) spotyka się ze złem (nędza, cierpienie, grzech, śmierć). Miłosierdzie to odpowiedź miłości na misterium zła. Jan Paweł II posługuje się często wyrażeniem „miłość miłosierna”.
Miłosierdzie nie jest nastrojem, lecz działaniem (Boga lub człowieka). Na czym ono polega? Obrazowo można je przedstawić jako podwójny ruch: w dół i w górę. Pierwszy jest ruch w dół. Pomiędzy tym, który okazuje miłosierdzie, a tym, który go doznaje, zachodzi bowiem nierówność. Miłosierdzie pokonuje tę różnicę poziomów, ale w taki sposób, że nie upokarza, nie poniża tego, który jest mniejszy. Miłość miłosierna jest pochyleniem się silniejszego nad słabszym, wielkiego nad małym, bogatego nad biednym, świętego nad grzesznym, Boga nad człowiekiem. Ewangeliczne obrazy ukazują tę dynamikę. Kobieta szukająca zagubionej drachmy musi schylić się ku ziemi, by ją odnaleźć. Dobry pasterz, by odnaleźć jedną owcę, opuszcza swoją zagrodę, by szukać zagubionej na bezdrożach. Samarytanin rezygnuje ze swoich planów i pochyla się ku ziemi, na której leży ofiara napadu. Ojciec, który ujrzał z daleka syna marnotrawnego, „wzruszył się głęboko, wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”. Miłosierdzie zakłada zdolność do współczucia, umiejętność wejścia w świat zagubionych, poranionych, słabych. Nie można kochać słabszych z pozycji silniejszego. Miłosierdzie zakłada zejście na poziom tego, który go potrzebuje.
Popatrzmy na Boga, jest kimś większym od nas. My, wieczni buntownicy, jesteśmy tymi, którzy zawsze potrzebują miłosierdzia. Bóg nie działa jednak „z wysokości”, z pozycji swojej władzy, potęgi, wszechmocy, ale schodzi do nas. Idzie w dół, na nasz ludzki poziom. Tym „zejściem” Boga ku człowiekowi jest Jezus Chrystus. Jezus nie tylko mówi o miłosierdziu Boga, ale „sam je wciela i uosabia. Poniekąd On sam jest miłosierdziem” (Jan Paweł II). Pomyślmy o scenie umywania nóg w Wieczerniku. Bóg w Jezusie pochyla się przed nami, klęka, dotyka naszych brudów, aby nas obmyć, uleczyć, ocalić. Tak właśnie działa miłosierdzie. Ono nie waha się wejść w bagno, by wyciągnąć tonącego; nie lęka się ciemności, w której ktoś woła o pomoc; nie brzydzi się trądu; nie obawia się zarazy. Miłosierdzie schodzi na dno każdego ludzkiego piekła, by tam szukać zagubionych.
Miłosierdzie pochyla się po to, by podnieść. Nie jest to tylko solidarność, współczucie czy litość. Miłość miłosierna to jest również ruch w górę. Ona bierze na ręce na pół umarłego, zanosi go do gospody na kurację i pokrywa jej koszty. Leczy rany, przywraca zdrowie, ocala z rozpaczy. Pokazuje drogę wyjścia z ciemności. Podaje dłoń, wyrywa z nędzy, przywraca godność, przebacza grzech, rozrywa więzy niewoli, wprowadza w krainę wolności. Ojciec nie tylko pochyla się z miłością ku synowi, który zmarnował tyle ojcowskich darów, ale przywraca mu utracone dziedzictwo. „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,22-23). Miłosierdzie sprawia, że pojawia się radość tam, gdzie panował smutek. Miłosierdzie przemienia człowieka. Syn marnotrawny, doznając miłosiernej miłości ojca, nawraca się, zaczyna nowe życie. „W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku” (JPII). Miłosierdzie to miłość, która „nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża”.
(ks. Tomasz Jaklewicz GN 17/2011)

papiez_faustyna_jezus